|
ANTONIO I KONSTANTY
Kościół – nasza filharmonia, W zieloności leśnej tonie. Przedwieczorną, ciepłą ciszą Płyną letnie, słodkie wonie.
Nad ołtarzem Matka Boska, Bo patronką jest kościoła. Nasza, polska, Jasnogórska: Do Niej nasze serce woła.
Dzisiaj zagra Mistrz Konstanty Vivaldiego. Pory roku. To muzyka nad muzyki, Ta muzyka – cud baroku.
Skrzypce. Cztery cienkie struny I pudełko jaworowe, A to można z nich wydobyć, Co trudno wyrazić słowem.
Ptaków śpiew, pomruki burzy, Wiatru szum i spadłe liście… Deszcz, co nagle spada z chmury Na winogron ciężkie kiście.
Wszystko może wyczarować W ręku Mistrza smyczek cienki… Zaraz się do serca wkradną Piękne tony, czyste dźwięki.
Koncert trwa, my zasłuchani, Mija chwila pełna wzruszeń. Ale żeby tak urzekać Trzeba talent mieć. I duszę.
Wszyscy trwamy w upojeniu, Z oczu Matki znikła troska O Jezusa maleńkiego. Uśmiecha się Matka Boska…
Nawet w ołów oprawieni Na witrażach wszyscy święci, Zadziwieni tą muzyką I wsłuchani, i przejęci…
Nagle – cisza. Już skończony Koncert. Już jest życia proza, Teraz podziękujmy Bogu Za artystę – wirtuoza.
Podziękujmy za Antonia, Chociaż już do domu pora, Podziękujmy Panu Bogu Za geniusz kompozytora. ………………………………………………..
Popatrzyłem na słuchaczy, Popatrzyłem skrycie. Pomyślałem: bez muzycznych wzruszeń Czym byłoby życie…
M. Kubat
|